Le Croisic – morze, które znika… i wraca z niespodzianką

Le Croisic to miejsce, w którym bardzo szybko przestajemy patrzeć na morze w „klasyczny” sposób. Tu nie chodzi tylko o plażę, wodę i horyzont. Tu najciekawsze rzeczy zaczynają się wtedy, gdy morze… znika.

Kiedy trafiliśmy w okolice Saint-Goustan, był właśnie odpływ. Woda cofnęła się daleko, odsłaniając skały, płytkie baseny i coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak fragmenty starych, zapomnianych konstrukcji. Kamienne ściany, geometryczne kształty, zamknięte przestrzenie, a wszystko to wyglądało trochę jak ruiny, które ktoś zostawił i o nich zapomniał.

To właśnie są viviers.

Dopiero po chwili zaczyna się rozumieć, że to nie są przypadkowe konstrukcje, tylko bardzo przemyślany system, który od setek lat wykorzystywał to, co w tym miejscu jest najważniejsze… rytm morza.

Viviers to nic innego jak kamienne baseny zbudowane w strefie pływów. Przy przypływie woda swobodnie je zalewa, a przy odpływie zostaje w nich uwięziona. Proste? Proste. Ale jednocześnie niezwykle skuteczne. W tych basenach przez lata przechowywano i hodowano ostrygi oraz inne owoce morza. Dzięki temu, że konstrukcje były częściowo zamknięte, organizmy nie były wypłukiwane przez fale, a jednocześnie miały stały dostęp do świeżej, morskiej wody. To trochę taka naturalna hodowla – bez technologii, bez maszyn, oparta wyłącznie na obserwacji natury.

Stojąc tam, wśród tych kamiennych struktur, trudno nie pomyśleć o tym, jak proste, a jednocześnie genialne były kiedyś rozwiązania. Wszystko działało według jednego schematu: przypływ, odpływ i cierpliwość. Ale to miejsce zmienia się razem z wodą. Kiedy morze wraca, viviers przestają wyglądać jak stare konstrukcje. Znikają pod powierzchnią, stają się częścią krajobrazu, który znowu zaczyna żyć. I właśnie wtedy pojawiają się ludzie, którzy potrafią z tego miejsca korzystać w sposób, który dla nas – patrzących z boku… wydaje się trochę tajemniczy.

Na jednym ze zdjęć widać nurków, którzy wchodzą do tych basenów podczas przypływu. To nie jest przypadkowe miejsce do pływania. Oni dokładnie wiedzą, co robią. Wypełnione wodą viviers stają się idealnym miejscem do zbierania tego, co przyczepiło się do kamieni i ścian… głównie ostryg i innych organizmów morskich. Konstrukcja basenów sprawia, że wszystko jest bardziej dostępne, spokojniejsze, jakby „zatrzymane” w jednym miejscu. I nagle okazuje się, że to, co przed chwilą wyglądało jak martwe kamienie, znowu zaczyna „tętnić życiem”.

Samo Le Croisic jest równie ciekawe, choć w zupełnie inny sposób. To niewielkie, portowe miasteczko z bardzo spokojnym klimatem. Cumujące łodzie, latarnia na końcu falochronu Jetée du Tréhic, wąskie uliczki i ten charakterystyczny nadmorski spokój. Nie ma tu pośpiechu, nie ma wielkomiejskiego zgiełku. Jest za to przestrzeń, wiatr i morze, które co kilka godzin pokazuje zupełnie inne oblicze.

I chyba właśnie to robi największe wrażenie. Bo Le Croisic to nie jest miejsce, które ogląda się raz i „odhacza”. To miejsce, które trzeba zobaczyć przynajmniej dwa razy… przy odpływie i przy przypływie.
Dopiero wtedy zaczyna się je naprawdę rozumieć.


Dodaj komentarz

MyHiking.IN
Privacy Overview

Ta strona korzysta z plików cookie, abym mógł zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak:

  • - rozpoznawanie Ciebie po powrocie do mojej witryny
  • - pomaganie mi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Nie proszę Cię o podawanie jakichkolwiek danych osobowych, bo nie są mi one potrzebne. A skoro ich nie podajesz, więc nie grmadzę i nie przetwarzam ich. Śpij spokojnie i niech Cię głowa nie boli o to, że ktoś się dowie, że byłeś na mojej stronie. :)