Lake Matheson… jezioro zrodzone z lodu

Do Lake Matheson przyjechaliśmy z jedną, bardzo konkretną myślą w głowie – zobaczyć góry odbijające się w wodzie jak w lustrze. Zdjęcia, które wcześniej widzieliśmy, wyglądały niemal nierealnie… idealnie gładka tafla, a w niej odbite Aoraki / Mount Cook i Mount Tasman. Trochę baliśmy się, że to jedno z tych miejsc, które w rzeczywistości nie dorastają do własnej legendy. Na szczęście Lake Matheson nie potrzebuje żadnych filtrów… wygląda bajecznie niezależnie od pogody.

Jezioro powstało około 14.000 lat temu, gdy cofający się lodowiec Fox zostawił po sobie zagłębienie w terenie. Woda wypełniła nieckę, a natura zaczęła „zagospodarowywać” teren. Z czasem wokół wyrosła gęsta, wilgotna roślinność typowa dla zachodniego wybrzeża Wyspy Południowej. To właśnie ta mieszanka lodowcowej przeszłości i żywego, oddychającego lasu sprawia, że miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Woda w jeziorze nie jest przezroczysta ani turkusowa jak w polodowcowych jeziorkach, czy alpejskich dolinach, ma ciemny, herbaciany kolor. To efekt tanin wypłukiwanych z torfowisk i rozkładających się liści. Paradoksalnie właśnie ta ciemność sprawia, że odbicia są tak perfekcyjne. Im ciemniejsza tafla, tym lepiej działa to „czarne lustro”.

Ruszyliśmy ścieżką wokół jeziora, która ma nieco ponad cztery kilometry. Niby spacer, a jednak szybko poczuliśmy, że to nie jest miejsce na szybkie „zaliczenie atrakcji”. Las wokół jeziora jest gęsty, wielowarstwowy, wilgotny. Rosną tu potężne rimu (wysokie, rodzime dla Nowej Zelandii drzewo iglaste {Dacrydium cupressinum}, charakterystyczne dla wilgotnych lasów Wyspy Południowej; może dorastać nawet do 50–60 metrów wysokości) i kahikatea (rodzime nowozelandzkie drzewo iglaste {Dacrycarpus dacrydioides}, często rosnące na podmokłych terenach; jedno z najwyższych drzew w kraju, osiągające nawet 60 metrów wysokości), pod nimi paprocie, mchy i krzewy tworzące niemal tropikalny klimat. Powietrze jest cięższe, pachnie ziemią i wodą. Co jakiś czas słychać śpiew ptaków; tui (Kędziornik {Prosthemadera novaeseelandiae}) i bellbirdów (Szmaragdowiec zwyczajny {Anthornis melanura}), które dodają temu miejscu życia, choć same pozostają gdzieś wysoko w koronach drzew. Nie widzieliśmy tutaj żadnych wielkich zwierząt, bo tutaj wszystko jest bardziej subtelne. I może właśnie dlatego tak dobrze działa na zmysły.

Pierwsze spojrzenie na jezioro nie było jeszcze tym „wow”. Lekki wiatr marszczył taflę wody, odbicia były rozmyte. Staliśmy chwilę i patrzyliśmy, trochę z nadzieją, trochę z rezygnacją. I wtedy wiatr jakby się uspokoił. Dosłownie na kilka minut. Woda wygładziła się, a góry przysłonięte chmurami pojawiły się w niej tak wyraźnie, że przez moment trudno było określić, gdzie kończy się rzeczywistość, a zaczyna odbicie. Ten moment ciszy był niemal namacalny. Nie było potrzeby rozmowy. Każde z nas po prostu patrzyło.

Patrząc na odbite w wodzie Aoraki, najwyższy szczyt Nowej Zelandii, trudno nie myśleć o przemijającym czasie. Góry formowały się przez miliony lat w wyniku ruchów tektonicznych w obrębie Alp Południowych, lodowce rzeźbiły doliny, a my stoimy tu teraz przez kilka minut, próbując zatrzymać to w kadrze telefonu. Jest w tym coś niesamowitego… coś pokornego. Lake Matheson przypomina, że krajobraz ma „własny rytm” i nie przejmuje się naszym ludzkimi sprawami.

Spacerując dalej, mijaliśmy kolejne punkty widokowe, z których jezioro wyglądało trochę inaczej. Raz bardziej otwarte, a raz schowane między drzewami. Ścieżka prowadziła drewnianymi kładkami nad podmokłym terenem, a my coraz bardziej wchodziliśmy w rytm tego miejsca. Nie było tu adrenaliny, ani ekstremalnego wysiłku. Było za to coś, co w podróży cenimy coraz bardziej… spokojna obecność w krajobrazie i pokora przed siłami natury.

Lake Matheson warto zobaczyć nie tylko dla zdjęcia z odbiciem gór. Warto przyjechać tu, żeby poczuć, jak przeszłość lodowcowa łączy się z żywą przyrodą, jak woda potrafi stać się lustrem dla całego świata i jak cisza może być bardziej intensywna niż hałas wodospadów. To miejsce pokazuje Nową Zelandię w wersji bardziej subtelnej… bez fajerwerków, bez ekstremów, ale wciąż poruszającą. Obraz gór odbitych w ciemnej wodzie i świadomość, że byliśmy tam dokładnie w tym jednym, idealnym dla nas momencie, dawał nam poczucie spełnienia.
Wam również tego życzymy, a jeżeli będziecie w pobliżu Fox Glacier, to bardzo polecamy krótkie zatracenie się z uroku Lake Matheson. Jeżeli chcecie poczytać o naszych wrażeniach znad jeziorka, to zapraszamy TUTAJ…


Dodaj komentarz

MyHiking.IN
Privacy Overview

Ta strona korzysta z plików cookie, abym mógł zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak:

  • - rozpoznawanie Ciebie po powrocie do mojej witryny
  • - pomaganie mi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Nie proszę Cię o podawanie jakichkolwiek danych osobowych, bo nie są mi one potrzebne. A skoro ich nie podajesz, więc nie grmadzę i nie przetwarzam ich. Śpij spokojnie i niech Cię głowa nie boli o to, że ktoś się dowie, że byłeś na mojej stronie. :)