Welington-Picton, czyli przeprawa promowa przez cieśninę Cooka – #NewZealandTrip (D8)

... ŚRODA

Dzień zaczyna się standardowo – toaleta, śniadanie, sprzatanie, obsługa FAYSIE. Jeszcze ostatni rzut oka na kemping, na którym nocowaliśmy, bo wczoraj było już późno i ciemno, by zobaczyć jaki jest urokliwy. Przypomnę, że nocowaliśmy w Paekakariki Holiday Park, nieopodal którego jest plaża i park Queen Elizabeth Park (Wellington Rd, Paekakariki). My niestety nie mamy czasu na przechadzki, ponieważ o godz.12:00 mamy prom z Welington (Wyspa Pólnocna) do Picton (Wyspa Południowa).

Czem prędziej wsiadamy więc w kampera i ruszamy w kierunku Welington. Droga mija szybciutko – to zaledwie 42 km. autostradą stanową State Highway 59, a potem State Highway 1 (SH 59 to nowa droga alternatywna do SH 1). Na miejsce docieramy około 11-tej. Mamy szczęście, bo nie musimy czekać w kolejce na „odprawę” i od razu – po kontroli rezerwacji – udajemy się na parking „załadunkowy” na prom. Po krótkiej chwili pokierowani zostaliśmy do wjazdu na prom – troszkę emocji było, ponieważ pierwszy raz pakujemy się kamperem na prom. Było ciasno, lecz bezpiecznie.

Zostawimy naszą FAYSIE na decku samochodowym, a sami przechodzimy na pokład pasażerski. Instalujemy się w przestrzeni pasażerskiej z widokiem na trasę przed nami.

Wody cieśniny Cooka są spokojne… jest słonecznie…wieje lekki wiatr, ale fala łagodna. Podróż mija spokojnie i miło. Dzieciaki pracują, a ja napawam się widokami, które są mi zawsze bliskie. Widok morza mnie uspakaja i odpręża. Przypominają mi sie chwile, które spędzałam podczas żeglowania i tylko doświadczenie morza, oceanu są troszke inne niż na pormie. To jednak nie zmienia postaci rzeczy, że zawsze gdy widzę jakiś jacht, serce mi szybciej bije.

Podróż trwała około 4,5 godziny. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to długo, ale na wodzie czas płynie inaczej. Tu nie ma sprintu, tu jest raczej powolna, równa wędrówka, w której liczy się rytm, a nie tempo. W tym czasie przepłynęliśmy około 95 kilometrów. Gdy spojrzeć na liczby, wychodzi, że prom poruszał się ze średnią prędkością około 39 węzłów, czyli mniej więcej 21 km/h. I choć na lądzie nie robi to wielkiego wrażenia, na wodzie to już zupełnie inna historia. Dla porównania np. 6–7 węzłów na jachcie to prędkość, przy której emocje są już całkiem konkretne. A tu? Prom sunął trzy razy szybciej. Spokojnie, pewnie, bez wysiłku. Patrząc na to z tej perspektywy, trudno nie powiedzieć w myślach: wow

W tym miejscu mała dygresja, bo pewnie niektórzy zastanawiają się, dlaczego na wodzie używa się innych jednostek prędkości niż na lądzie. Kilometry na godzinę są dla nas oczywiste, ale na morzu i jeziorach królują mile morskie i węzły. Skąd to się właściwie wzięło?

Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje, i ma związek z geografią, a dokładniej z tym, że Ziemia jest kulą. Jej powierzchnię opisujemy za pomocą szerokości i długości geograficznej, wyrażonych w stopniach, minutach i sekundach. To nie jest przypadkowy system, tylko bardzo praktyczny sposób poruszania się po świecie.

Wyobraźmy sobie Ziemię jako kulę, której obwód na równiku wynosi około 40 000 kilometrów. Ten obwód podzielono na 360 stopni, a każdy stopień na 60 minut. W ten sposób jedna minuta łuku na powierzchni Ziemi odpowiada dokładnie jednej mili morskiej, czyli 1852 metrom. I tu wszystko zaczyna się łączyć. Jeśli statek, prom lub jacht przepłynie jedną milę morską w ciągu jednej godziny, to jego prędkość wynosi jeden węzeł (knot). Prosto, logicznie i idealnie dopasowane do map i nawigacji.

No dobra, ale powiecie – skąd wziął się ten węzeł?

Odpowiedź na to pytanie wymaga cofnięcia się do histotii. Zanim pojawiły się GPS-y i elektroniczne wskaźniki, marynarze mierzyli prędkość w bardzo prosty sposób. Za rufą statku wyrzucano linę z węzłami, do której przymocowany był kawałek drewna. Lina rozwijała się przez określony czas mierzony klepsydrą, a liczba węzłów, które „uciekły”, pokazywała prędkość statku. Stąd właśnie nazwa węzeł. Jednostka, która powstała z praktyki i potrzeby, a do dziś pozostała najbardziej naturalnym językiem prędkości na wodzie. I kiedy dziś patrzymy na wskazanie w węzłach, warto pamiętać, że to nie tylko liczba. To fragment długiej historii żeglugi, map i ludzi, którzy uczyli się poznawać i czytać świat, poruszając się po nim krok po kroku… a może raczej fala po fali.

… ale wracając do naszej podróży. Po spokojnej przeprawie zjeżdżamy z promu i ruszamy w stronę noclegu, na Spring Creek Holiday Park. To już tylko krótki odcinek drogi, około 25 kilometrów, więc jedziemy bez pośpiechu, ciesząc się tym, że na dziś wszystko mamy pod kontrolą.

Na kempingu meldujemy się bez problemu. Ustawiamy i zabezpieczamy naszą FAYSIE, a potem wreszcie przychodzi moment, na który zawsze czeka się po dniu w drodze – kolacja. Robimy ją spokojnie, bez kombinowania. Makaron z sosem bolognese i smażonym mielonym mięsem. Może nie wyglądał jak z restauracyjnego menu, ale smakował dokładnie tak, jak powinien po całym dniu podróży.

Czasem to właśnie takie proste chwile – ciepły posiłek, cisza wokół i poczucie, że jesteśmy tam, gdzie mieliśmy być – najlepiej domykają dzień w drodze. Najedzeni i zmęczeni dzisiejszym dniem szykujemy się do snu. Na zewnątrz zapada cisza, a nad nami rozciąga się rozgwieżdżone niebo. Patrzymy w górę jeszcze przez chwilę, bez słów.

Takie momenty nie potrzebują komentarza. Leżąc pod gwiazdami, czujemy po prostu spokój i wdzięczność… za drogę… za miejsce, w którym jesteśmy… za to, że możemy być tu razem i spełniać swoje marzenia. Z tą myślą zasypiamy.

Dobranoc…


KRÓTKI RAPORT Z PODRÓŻY

DATA: 21-02-2024r. (środa)
START miejscowość : Paraparaumu (NEW ZEALAND, North Island)
PRZEZ miejscowości : Wlington (North Island), >Cieśnina Cooka< , Picton (South Island)
STOP miejscowość : Spring Creek (NEW ZEALAND, South Island)
Dystans dzienny / całkowity : ok. 190 km. >w tym promem ok. 95 km.< / 20.000 km. + 1385 km.
Pogoda : Słonecznie i nadal ciepło, lekki wiaterek.
Samopoczucie : Wspaniałe, dziś przeprawa przez cieśninę Cooka, więc jest też ekscytacja.

Dodaj komentarz

MyHiking.IN
Privacy Overview

Ta strona korzysta z plików cookie, abym mógł zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak:

  • - rozpoznawanie Ciebie po powrocie do mojej witryny
  • - pomaganie mi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Nie proszę Cię o podawanie jakichkolwiek danych osobowych, bo nie są mi one potrzebne. A skoro ich nie podajesz, więc nie grmadzę i nie przetwarzam ich. Śpij spokojnie i niech Cię głowa nie boli o to, że ktoś się dowie, że byłeś na mojej stronie. :)