Fox Glacier – dzień wolny – #NewZealandTrip (D11)

… SOBOTA

Poranek przywitał nas deszczem. Niby zgodnie z prognozą, więc teoretycznie powinniśmy być przygotowani, a jednak gdzieś w środku tliła się nadzieja, bo wczorajsze nocne niebo było całkiem przyzwoite i dawało złudzenie, że może jednak się uda. No cóż… West Coast rządzi się swoimi prawami.

Ten dzień i tak mieliśmy zaplanowany bardziej na luzie. Zdalna praca w Polsce, chwila oddechu i porządkowanie kolejnych punktów naszego trip’a. Przed nami wciąż sporo atrakcji, a czasu, jak to zwykle w podróży, niby dużo, ale jednak za mało. Trzeba ogarnąć kempingi zarówno te płatne, jak i publiczne DOC-owe, doprecyzować plan na Milford Sound, a potem logistykę przejazdu w kierunku jeziora Wanaka. Planowanie w podróży to osobna dyscyplina sportowa… niby siedzisz przy kawie, a w głowie liczysz kilometry, godziny, prognozy pogody i dostępność miejsc. Chleb powszedni podróżnika. 🙂

Z racji deszczu postanowiliśmy zjeść „na mieście”… w cudzysłowie, bo w Nowej Zelandii nawet niewielka osada potrafi mieć ambicje metropolii… i w sumie to bardzo dobrze… w końcu trzeba mieć wysokie aspiracje. Wybraliśmy sympatyczną i całkiem rozsądną cenowo Betsey Jane Eatery & Bar. Zamówiliśmy klasykę gatunku: krem z dyni, fish & chips, burgera z frytkami i sałatkę z kurczakiem. Bez kulinarnych „wodotrysków” i eksperymentów… czasem człowiek po prostu chce zjeść coś sprawdzonego. Było smacznie, ciepło i sucho, czyli dokładnie tak, czego dziś potrzebowaliśmy.

W oczekiwaniu na obiad, w jego trakcie i podczas poobiedniej pogawędki towarzyszyła nam oczywiście woda za free. Pisałem już o tym na początku naszej relacji, ale warto podkreślić to jeszcze raz… w Nowej Zelandii podanie darmowej wody pitnej w restauracji to praktycznie standard. Bez pytania, bez krzywienia się, bez dopisywania jej do rachunku… siadasz do stolika i od razu pojawia się woda. Mała rzecz, a cieszy. I trochę ułatwia życie podróżnikowi, który liczy każdego dolca, żeby starczyło na kolejne kilometry drogi.

W wielu krajach na świecie, również w Polsce i w Nowej Zelandii, nie istnieje obowiązek prawny, który nakazywałby lokalom gastronomicznym bezpłatne podawanie wody pitnej do stolika.
To oznacza, że:

  • lokal gastronomiczny może pobierać opłatę za wodę butelkowaną lub filtrowaną,
  • może też darmowo nalać wodę z kranu (jeśli taką usługę oferuje dobrowolnie),
  • ale nie musi tego robić prawnie.

W praktyce znacząca część lokali oferuje wodę pitną bezpłatnie, bo:

  • podnosi to komfort klienta,
  • jest powszechnie oczekiwaną usługą,
  • nie wpływa znacząco na koszty własne,
  • poprawia postrzeganie lokalu.

Jednak użyte przeze mnie poprzednio określenie, że „woda jest Twoim prawem, a nie towarem” nie oznacza prawnego obowiązku darmowego podawania wody… jest to raczej slogan etyczny i marketingowy. Całość problemu z darmową wodą jako dobrem ogólnym wynika z szerszego kontekstu debaty o prawach do wody i jej zarządzaniu w tym kraju. To co można powiedzieć na ten temat, to:

  • W Nowej Zelandii świeża woda nie jest prywatną własnością jednostek, lecz jest prawnie powierzona Koronie (Rządowi) i zarządzana w interesie publicznym. Oznacza to, że woda sama w sobie nie jest towarem, który można własnościowo sprzedać jako „surowiec” w tradycyjnym rozumieniu własności prywatnej.
  • Historycznie, w ramach lokalnych praw zwyczajowych, Māori (rdzenna ludność) mieli silne związki z wodami i uznawali je za część swej tradycyjnej, wspólnotowej własności (mana), co podnoszone jest w sporach prawnych i negocjacjach traktatowych.

Woda jest Twoim prawem, a nie towarem” – to hasło pojawia się częściej w kontekście opinii, ruchów obywatelskich albo wypowiedzi naukowych społecznych, a nie jest literalnym cytatem z ustaw czy konstytucji Nowej Zelandii. Przez całą naszą podróż przez Nową Zelandię, zarówno na Wyspie Północnej, jak i Południowej, wszędzie spotykaliśmy się z tym samym podejściem – woda pitna w restauracjach jest czymś oczywistym i darmowym. To drobiazg, ale bardzo budujący. Przyznam, że naprawdę doceniliśmy taką postawę nowozelandzkiej gastronomii… prostą, uczciwą i bez kombinowania.

Po obiedzie wróciliśmy na kemping. Deszcz wciąż krążył gdzieś w tle, więc resztę dnia spędziliśmy spokojnie, bez wielkich planów. Trochę pracy, trochę rozmów, a wieczorem już tylko chill przy kieliszku nowozelandzkiego wina. Takie chwile są w podróży bezcenne… nic spektakularnego, a jednak dokładnie o to chodzi… mógłbym tak spędzać czas całymi godzinami.

Dobra, idziemy spać, bo dochodzi już północ, a jutro czeka nas sporo atrakcji… Nowa Zelandia nie lubi zmęczonych turystów lub gdy ktoś zasypia za kierownicą 😉

P.S.
Pamiętacie, jak wczoraj wspominałem o super infrastrukturze na naszym kempingu (przypomnę – Fox Glacier Top 10 Holiday Park & Motels)… poniżej mój nocny filmik (powrót z kibelka)… tylko pomieszczenia, by nikogo nie nagrywać.

Dobranoc…


KRÓTKI RAPORT Z PODRÓŻY

DATA: 24-02-2024r. (sobota)
START miejscowość : Fox Glacier (NEW ZEALAND, South Island)
PRZEZ miejscowości :
STOP miejscowość : Fox Glacier (NEW ZEALAND, South Island)
Dystans dzienny / całkowity : ok. 20 km. / 20.000 km. + 2.245 km.
Pogoda : Słonecznie i ciepło.
Samopoczucie : Wspaniałe, wyspaliśmy się w samolocie, pełni energii ruszamy na podbój Auckland

Dodaj komentarz

MyHiking.IN
Privacy Overview

Ta strona korzysta z plików cookie, abym mógł zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o plikach cookie są przechowywane w Twojej przeglądarce i wykonują takie funkcje, jak:

  • - rozpoznawanie Ciebie po powrocie do mojej witryny
  • - pomaganie mi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.

Nie proszę Cię o podawanie jakichkolwiek danych osobowych, bo nie są mi one potrzebne. A skoro ich nie podajesz, więc nie grmadzę i nie przetwarzam ich. Śpij spokojnie i niech Cię głowa nie boli o to, że ktoś się dowie, że byłeś na mojej stronie. :)