… PIĄTEK
Poranek zastał nas z piekną pogodą, praktycznie zero chmur, błękit nieba i słoneczko… nasza grzałeczka, która już od rana ustawiona była chyba na max’a. Chciałby się powiedzieć – poranek, jak poranek, nic szczególnego – śniadanko, sprzonątanko, FAYSI „wypróżnianko” i w drogę się „udanko”… ha ha ha …
Dziś zapowiada się emocjonujący dzień. Właśnie na dziaiaj zarezerwowany mamy lot helikopterem nad dwa lodowce – nad Franz Josef Glacier i nad Fox Glacier. Pełne 45 minut lotu z lądowaniem na lodowcu. Na miejscu w miejscowości Franz Josef / Waiau musieliśmy być na 30 min. przed odlotem o 16:15, więc celowaliśmy swój przyjazd na ok. godz. 15-tą. Przed nami dziś kawałek ok.300 km., więc nie zwlekając zapakowaliśmy się do naszej FAYSIE i ruszyliśmy w drogę. Jeszcze tylko szybkie tankowanie w Greymouth i dalej w drogę… przed siebie.
Zmierzając do Franz Josef wzdłuż Zachodniego Wybrzerza zjechaliśmy „delikatnie” (ok. 35 km.) do miejsca zwanego Hokitika Gorge. Plan był klasyczny… szybki przystanek, rzut oka i dalej w drogę. Oczywiście również jak zwykle skończyło się chwilą dłuższego patrzenia na rzekę, która wyglądała trochę zbyt idealnie, żeby była prawdziwa. Krótka ścieżka prowadzi przez wilgotny, gęsty las, aż do punktu widokowego nad wąwozem. Zasadniczo najlepiej podziwiać rzekę i wąwóż z wiszączego mostu przerzuconego nad tą turkusową rzeką, ale wciąż daje o sobie znać ten nasz „trzynasty” 🙁
Most wiszący był niestety w remoncie, więc nie mogliśmy na niego wejść… zostaliśmy więc po swojej stronie i podziwialiśmy rzekę z platformy widokowej. I szczerze mówiąc, to w zupełności wystarczyło.
Rzeka Hokitika River ma intensywnie turkusowy kolor, który wygląda jak efekt Photoshopa. A to po prostu fizyka. Woda spływa z lodowcowych obszarów Alp Południowych (Southern Alps), niosąc ze sobą drobny pył skalny, tzw. mączkę lodowcową, która rozprasza światło i nadaje rzece ten niezwykły odcień.
Wąwóz nie jest jakoś przesadnie ogromny, ale zestawienie kolorów robi swoje – jasne skały, mlecznoturkusowa woda i ciemnozielony las… wow… efekt zapierający dech w piersiach. Zrobiliśmy kilka zdjęć… potem jeszcze „ostatnie”… a na końcu jeszcze jedno… bo trudno było się oderwać od tego widoku.
To nie jest miejsce na jakąś wielką wyprawę, raczej na krótki przystanek w drodze, jaki był nam potrzebny by rozprostować gnaty. Jednak okazało się, że ten widok był bardziej spektakularny, niż można by było się spodziewać.
Po nacieszeniu oczu turkusem wody ruszamy dalej, bo przed nami główna atrakcja dnia dzisiejszego – hot helikopterem nad lodowcami.
Do Franz Josef / Waiatu dojechaliśmy bez żądnych problemów już o 14-tej. Niestety gromadzące się nad nami chmury, nie zwiastowały niczego dobrego. Nic to… nadal uzbrojeni w „optymizm” ruszyliśmy coś zjeść. Padło na Alice May Restaurant, Franz Josef , całkiem spoko restaurację-bar. Tam zainstalowaliśmy swoje CSW (Centrum Sterowania Wszechświatem) i zamówiliśmy jedzonko. Nic szczególnego, ale smaczne i dużo 🙂
W trakcie zajadania się rybą i frytkami, zawibrował mój telefon. Zakładam okulary i czytam…
Nagle… zamarłem…
Patrzę na wiadomość i swojego maila, a tam info od Glacier Country Helicopters, naszego operatora lotu.
Dzień dobry,
Obecnie nadal możemy latać, ale mamy bardzo ograniczone możliwości ze względu na gromadzące się chmury. Lot nad lodowcem Shackleton na północy jest obecnie otwarty, a ten lot obejmuje:
* 35-minutowy lot (w przybliżeniu)
* 10-minutowe lądowanie na śniegu wliczone w cenę
* Lodowiec Shackleton
* Jezioro lodowe
Dostępne opcje:
1. Lot nad Shackleton
2. Zmiana terminu na jutro (prognoza deszczu) lub niedzielę (pogoda zapowiada się lepiej)
3. Anulowanie (i zwrot pieniędzy, jeśli dokonałeś przedpłaty)
Koszt tej ceny jest taki sam jak w przypadku 35 minut (425 USD), a różnica zostanie zwrócona, jeśli zdecydujesz się na lot.
Ta informacja dotyczy wyłącznie naszej firmy. Jeśli chcesz złożyć wniosek, zalecamy jak najszybszy lot, ponieważ warunki mogą się zmieniać.
Kuuuu… no to sobie polecieliśmy… atmosfera gęstnieje…
Norbiś, nasz człowiek od zadań specjalnych, dzwoni do firmy… kilka minut przyjacielskiej rozmowy i… mamy to. Informacja jest taka – chmury mają bardzo niski pułap i za godzinę nie będą już możliwe loty. Jeżeli dotrzemy do firmy w 20 min. lecimy najbliższym lotem naszą trasą – zgodnie z planem, tyle że półtorej godziny wcześniej.
OK… tu się nie ma nad czym zastanawiać… expresowo kończymy jedzenie, płacimy i biegiem do kampera, po jakieś ciuchy „na górę”. Z jęzorem na brodzie docieramy do firmy. Sprawdzenie rezerwacji, nazwisk, krótkie szkolenie BHP (film instruktarzowy z napisami w języku polskim) i w drogę.
W drogę, czyli pakujemy się do firmowego busa, który wiezie nas na lądowisko helikopterów.
Pakujemy się do helikoptera, a w zasadzie usadza nas pilot, przypina pasy, sprawdza i daje nam słuchawki na uszy. Startujemy i kierujemy się w stronę gór, przelatując najpierw nad pastwiskami, nad rzeką i w końcu wlatujemy w dolinę prowadzącą ku lodowcowi. W helikoterze podczas lotu panuje straszliwy hałes i żeby komunikacja pomiędzy pilotem a pasażerami była cały czas zachowana, mamy właśnie na uszach słuchawki, które po pierwsze wygłuszają otoczenie, a po wtóre słyszymy w nich pilota, który opowaiada nam o trasie i o lodowcu.
I zowu chciało by się powiedzież, że tysiąc słów nie opisze tego co widzieliśmy, więc poniżej kilka zdjęc, a na końcu krótki „short-cik”… miłego oglądania.
Po powrocie na lądowisko wracamy busem do firmy, zabieramy swoje rzeczy i wracamy do kampera. Emocje buzują – mózgi parują 🙂
Jedziemy na nasz dzisiajszy nocleg, czyli na Fox Glacier Top 10 Holiday Park & Motels. Mamy jeszcze trochę czasu do wieczora, więc robimy sobie ulubione jedzonko… sterki wołowe na grillu. Przyrządza je oczywiście nasz człowiek od zadań specjalnych… Norbiś 😀
Muszę przyznać jedno, że infrastruktura na kempingu jest super. Stanowiska na kampery z podłączeniem do prądu, czyściutkie kibelki i prysznice, a poza tym wspólna kuchnia z pełnym urządzeniem i wyposarzeniem dostępnym dla wszystkich oraz obszerna wspólna jadalnia. Do tego na zewnątrz, ale pod zadaszeniem – gazowe grille… po prostu „szczęka opada”.
Po kolacji, czas na relaks… więc każdy robi co chce… ja chłonę widoki na góry i rozmyślam nad tym – jak tu jest pięknie. Czas mija niepostrzeżenie, aż robi się ciemno…
Dobranoc…
KRÓTKI RAPORT Z PODRÓŻY
| DATA: | 23-02-2024r. (piątek) |
| START miejscowość : | Punakaiki (NEW ZEALAND, South Island) |
| PRZEZ miejscowości : | Hokitika Gorge, Franz Josef / Waiau |
| STOP miejscowość : | Fox Glacier (NEW ZEALAND, South Island) |
| Dystans dzienny / całkowity : | ok. 310 km. / 20.000 km. + 1.935 km. |
| Pogoda : | Słonecznie i ciepło. Nadciągają burze i deszcze. |
| Samopoczucie : | Po lądowaniu na lodowcu… WYŚMIENITE 🙂 |








































































