… NIEDZIELA
Obudziło nas dziś słoneczko delikatnie przedzierające się przez żaluzje w kamperze. Tak… dziś będzie ładna pogoda… potwierdza się wczorajsza prognoza pogody. Super… więc w drogę, do następnej przygody.
Do Fox Glacier Viewpoint / Te Kopikopiko O Te Waka przyjechaliśmy celowo. Był to pierwszy punkt naszej dzisiejszej podróży. Żeby zrozumieć dlaczego tam pojechaliśmy, trzeba wpierw zrozumieć co oznacza „Te Kopikopiko O Te Waka„. Jest to nazwa pochodząca z języka maoryskiego i nawiązuje do „śladu kilu czółna”. Patrząc na dolinę z góry, łatwo zrozumieć to porównanie… kształt terenu rzeczywiście przypomina bruzdę pozostawioną przez coś ciężkiego, co przesunęło się przez krajobraz.
Punkt widokowy znajduje się dokładnie w tym miejscu, z którego najlepiej jest widać, że to klasyczna dolina U-kształtna… szeroka, o stromych zboczach, z jasnym, kamienistym dnem. W oddali widać jęzor lodowca, dziś już cofnięty znacznie wyżej niż dawniej. Tablice informacyjne pokazują, gdzie lód sięgał jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. Różnica jest wyraźna.
Samo miejsce jest proste… parking, krótka ścieżka, platforma widokowa i „Górowskaz”/celownik, czyli proste obrotowe urządzenie wskazujące konkretną górę lub lofowiec.
Jako ciekawostkę podam, że nieopodal tego punktu widokowego (może ok.100m) znajduje się memorial, tablica upamietniająca ofiary katastrofy z 4 września 2010 r., samolotu spadochronowego Walter Fletcher FU24 (ZK-EUF). Samolot utracił kontrolę podczas startu z Fox Glacier Aerodrome i rozbił się w pobliżu pasa – zginęło 9 osób (Pilot: Chaminda Senadhira; Instruktorzy/dive masters: Adam Bennett, Michael Suter, Christopher McDonald, Rodney Miller; Turyści: Patrick Byrne, Glenn Bourke, Annita Kirsten, Brad Coke).
Czasem uważa się, że memoriał dotyczy katastrofy śmigłowca Airbus Helicopters AS350BA „Squirrel”(ZK-HKU), który wykonywał lot widokowy w rejonie Fox Glacier w dniu 21 listopada 2015 r. Zgnięło wówczas 7 osób… Pilot: Mitchell („Mitch”) Gameren; Pasażerowie (6 turystów): Cynthia Charlton (Wielka Brytania), Sovannmony Leang (Australia), Josephine Gibson (Australia), Andrew Virco (Wielka Brytania), Katharine Walker (Wielka Brytania), Nigel Edwin Charlton (Wielka Brytania).
Teraz dopiero dotarło do nas, jak niebezpieczny jest przelot nad lodowcem i jak ważna jest odpowiedzialnośc pilota i biura. Nie dziwi nas już „prawie” odwołanie naszego lotu nad lodowcami z powodu pogarszającej się pogody.
Następnym miejscem naszej dzisiajszej podróży było urokliwe jeziorko Lake Matheson.
Lake Matheson to jedno z tych miejsc, które wyglądają jak gotowy kadr z pocztówki… a potem okazuje się, że w rzeczywistości są jeszcze lepsze. Przyjechaliśmy z nadzieją na słynne „lustro”, ale jak to w Nowej Zelandii bywa – wszystko zależy od wiatru. Na początku tafla jeziora była lekko pofalowana i już myśleliśmy, że z odbicia nici. I wtedy nagle… cisza. Woda wygładziła się jak tafla szkła, a w niej pojawiły się odbite Aoraki i Mount Tasman, co prawda przesłonięte chmurami, ale widok był po prostu epicki. Moment, w którym człowiek przestaje mówić i po prostu patrzy, świadczy o niezwykłości widoku.
Spacer wokół jeziora to czysta przyjemność… wilgotny, gęsty las, paprocie, wysokie rimu i kahikatea, śpiew tui i bellbirdów gdzieś w koronach drzew, stanowiły tło dla scenografii, w której woda była głównym bohaterem, a dzięki rozpuszczonym taninom z torfowisk jej ciemny, herbaciany kolor działał jak idealne lustro, wypełniając główną scenę.
Nie ma tu wielkiego wysiłku ani adrenaliny. Jest za to spokój i krajobraz, który robi swoje bez fajerwerków. Lake Matheson to nie „atrakcja do odhaczenia”, tylko chwila zatrzymania się w drodze. I właśnie za takie momenty i takie miejsca lubimy Nową Zelandię najbardziej.
Kiedy kończyliśmy pętlę wokół jeziora, mieliśmy poczucie, że to nie był zwykły spacer. To było spotkanie z krajobrazem, który nie potrzebuje dramatycznych klifów ani spektakularnych wodospadów, żeby zrobić wrażenie. Wystarczyło „czarne lustro” wody, odrobina cierpliwości i kilka minut bez wiatru. Resztę zrobiła natura i „ta chwila”…
Jeszcze krótki przystanek na kawę w Matheson Cafe i dalej w drogę.
Natura nigdy nie zdradziła serca,
William Wordsworth
które ją kochało
Jedziemy jeszcze kawałek wzdłuż Zachodniego Wybrzeża, żeby na moment zatrzymać się w Tauparikākā Marine Reserve i pożegnać z Morzem Tasmana. To nasz ostatni przystanek nad tym surowym, zachodnim brzegiem, bo dalej trasa poprowadzi już przez środek wyspy i w stronę Wschodniego Wybrzeża.
Pogoda dopisuje. Morze nie pokazuje dziś swojej dzikiej twarzy, lecz niezbyt zgresywnie rozlewa się pod naszymi stopami, a fale miękko wchodzą na kamienistą plażę. Stoimy chwilę i słuchamy szumu fal patrząc na odległą linię horyzontu. Trochę trudno uwierzyć, że jesteśmy praktycznie po drugiej stronie świata.
Jeszcze kilka minut ciszy, kilka zdjęć, ostatnie spojrzenie na Tasman… i ruszamy dalej. Tauparikākā Marine Reserve to naprawdę dobre miejsce na krótki przystanek, a przy ładnej pogodzie nawet na spokojne „poplażowanie”. My żegnamy się z nim z lekkim sentymentem i z myślą, że przed nami jeszcze kolejne piękne miejsca.
Przemierzając kolejne kilometry przejeżdżaliśmy przez polodowcowe doliny z szerokimi korytami rzek, przez góry i pagórki, pośród których spokojnie pasły się owce i bydło. Zmierzaliśmy w kierunku Wanaki… naszego dzisiejszego miejsca noclegowego. Jednak przy takich widokach za oknem kampera trudno było jechać bez przerwy. Co chwilę pojawiało się coś, co aż prosiło się o krótkie „tylko na moment”.
Zatrzymaliśmy się więc przy Thunder Creek Falls.
To około 28-metrowy wodospad spadający niemal pionowo ze skalnej ściany do niewielkiej rzeki poniżej. Znajduje się tuż przy drodze Haast Pass, a dojście do niego zajmuje dosłownie kilka minut spaceru przez las. Woda spada jednym wąskim strumieniem, tworząc bardzo elegancką, prostą kaskadę… zdecydowanie jeden z tych wodospadów, które warto zobaczyć nawet podczas krótkiego postoju.
Następnie udaliśmy się do kolejnego wodospadu Fantail Falls.
Ten wodospad jest zupełnie inny. Zamiast jednego pionowego strumienia woda rozlewa się szeroko po gładkiej skale, tworząc kształt przypominający wachlarz (stąd nazwa). Ma około 23 metrów wysokości i znajduje się bardzo blisko drogi, więc dojście zajmuje tylko kilka minut.
Tutaj zaskoczyły nas „piramidki”, albo jak kto woli, „stosiki” kamieni. Przyznam, że wyglądało to naprawdę pięknie i było w tym coś trochę bajkowego. Dziesiątki małych kamiennych wieżyczek ustawionych przez odwiedzających tworzyły przed wodospadem dość niezwykły krajobraz.
Po krótkiej przerwie ruszyliśmy do naszego miejsca docelowego. Zatrzymaliśmy się oczywiście na podziwianie jeziora Wanaka, gdy tylko dojechaliśmy do niego od strony północnej. Widok spokojnej tafli jeziora otoczonej górami zdecydowanie wynagradzał nam kilka godzin jazdy.
Po chwili pojechaliśmy do miasteczka Wanaka na nasz kemping Tasman Holiday Parks – Wanaka.
Dzień był oczywiście dość męczący, ale po załatwieniu formalności noclegowych nie mogliśmy oprzeć się pokusie zobaczenia na własne oczy chyba najsłynniejszego drzewa na świecie (no prawie) – Wanaka Tree.
Popularność Wānaka Willow Tree rzeczywiście w dużej mierze zaczęła się od jednego zdjęcia.
W 2014 roku fotograf z Christchurch, Dennis Radermacher, zrobił zdjęcie samotnego drzewa stojącego w wodach jeziora Wanaka podczas mglistych, zimowych warunków. Fotograf planował uchwycić klasyczny wschód słońca, ale zamiast kolorowego nieba zastał drzewo spowite mgłą. Mimo że warunki nie były takie, jakich się spodziewał, zrobił kilka zdjęć i jedno z nich wysłał na konkurs fotograficzny magazynu New Zealand Geographic. Fotografia zdobyła główną nagrodę w konkursie „New Zealand Geographic Photographer of the Year 2014”. Po publikacji zdjęcia zaczęło ono krążyć w internecie i mediach, a fotografowie oraz turyści zaczęli przyjeżdżać nad jezioro, żeby zrobić własną wersję tego ujęcia.
(zaczerpnięte z https://www.bachcare.co.nz/blog/the-history-of-the-famous-that-wanaka-tree/)
Z czasem zdjęcia drzewa zaczęły masowo pojawiać się w mediach społecznościowych (szczególnie z hashtagiem #ThatWanakaTree), a sam motyw stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych krajobrazów Nowej Zelandii. Dziś drzewo jest uważane za jedno z najczęściej fotografowanych drzew w kraju, a o wschodzie i zachodzie słońca można tu spotkać wielu fotografów ustawionych ze statywami wzdłuż brzegu jeziora.
My również wykonaliśmy swoją autorską wersję zdjęcia Wanaka Tree i w doskonałych humorach mogliśmy w końcu pójść spać. 🙂
No ale halo, halo… jak tu iść spać z pustymi brzuszkami… przecież tak nie można… jeszcze człowiek z sił opadnie i nie będzie maił siły na następnie dni pełne niesamowitych przeżyć. OK, idziemy do centrum Wanaka i trafiamy do Big Fig Wanaka. Troszkę czekamy na wolne miejsca, ale gdy już się doczekaliśmy zamówiliśmy jedzonko, które uciszyło nasze „burczące brzuszki”. Tak na prawdę jedzenie super, samemy komponujesz co chcesz zjeść… wybierasz cztery dowolne potrawy przy barze i już… na prawdę polecam.
Noooo… teraz to już można iść spać.
Dobranoc…
KRÓTKI RAPORT Z PODRÓŻY
| DATA: | 25-02-2024r. (niedziela) |
| START miejscowość : | Fox Glacier (NEW ZEALAND, South Island) |
| PRZEZ miejscowości : | Lake Matheson, Knights Point Lookout, Thunder Creek Falls, Fantail Falls |
| STOP miejscowość : | Wanaka (NEW ZEALAND, South Island) |
| Dystans dzienny / całkowity : | ok. 290 km. / 20.000 km. + 2.265 km. |
| Pogoda : | Słonecznie i ciepło. |
| Samopoczucie : | Wspaniałe, wyspaliśmy się w samolocie, pełni energii ruszamy na podbój Auckland |


























































